Kiedy inspiracja staje się kopią, czyli o kradzieży w Polskim świecie mody.

utworzono: 06-11-2012

Artysta nie byłby sobą, gdyby nie mógł czerpać inspiracji z otaczającego go świata. Czasem ma na to wpływ zmiana pogody, uśmiech nieznajomego człowieka na ulicy, ciekawa stylizacja starszej Pani spotkanej w drodze do domu, muzyka – niekiedy praca innych. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Ci „inni” to artyści specjalizujący się w tym samym fachu, co on. Zwykła konkurencja.

Każdy z nas doskonale wie, kiedy kupuje podróbkę znanych światowych marek, takich jak Adidas, Puma, Nike czy Dolce&Gabbana, a kiedy oryginał – świadczy o tym po pierwsze cena, po drugie samo wykonanie produktu i wreszcie miejsce, w którym dokonuje się zakupu. No chyba, że gdzieś na świecie jest taka istota, która do tej pory była święcie przekonana o tym, że na tureckim targu w mieście Alanya sprzedawane są oryginalne polówki od Tommy’ego Hilfiger’a, w dodatku w bardzo korzystnych cenach. Pytanie tylko, co z dziełami tych mniej znanych szerokiej publice projektantów, nie mogących pochwalić się rozpoznawanym na całym świecie znakiem graficznym swojej marki?
Zjawisko to nie dotyczy jednak tylko zagranicznych marek - jest tak samo częste w Polsce. Na tapetę wystarczy wziąć Allegro, które jest prawdziwym rajem dla fałszerzy. Na pewno kojarzycie słynne koszulki z orłem, wykonane przez Roberta Kupisza blisko rok temu – to właśnie w jednej z nich przyszła na mecz Polska-Czechy Natalia Siwiec i zachwyciła tłum. Te niezwykle stylowe t-shirty zostały wystawione na Allegro zaraz po swojej premierze, w dodatku w podejrzanie niskiej cenie. Co więcej, zdjęcia produktów były oryginalne, prezentowane na zjawiskowej Magdalenie Mielcarz, dokładnie te same, które można było zobaczyć na stronie Kupisza! Nic dziwnego, że zaczęły rozchodzić się jak świeże bułeczki. Zdziwienie kupujących musiało być jednak bezcenne, kiedy rozpakowywali wysłane do nich paczki z rzekomymi oryginałami. Kiczowate, kiepskiej jakości, z kurczakami przebranymi za orły, wręcz śmieszne – Robert Kupisz, jak nic! 

To samo spotkało projektantkę Militę Nikonorov, która znalazła na Allegro swoje własne zdjęcie, w spódnicy własnego projektu, sprzedawane przez kogoś zupełnie obcego. Gdy zadzwoniła na numer rzekomego twórcy, ktoś odburknął jej przez słuchawkę, że ma udowodnić, iż to właśnie ona jest projektantką mody!
Temat kopiowania pomysłów jest jak rzeka – ma zarówno tylu samo zwolenników, co i wrogów, bo i wielu z nas jest zdania, że na podobny pomysł ma prawo wpaść paru ludzi jednocześnie. Fakt, świat polskiego designu jest dość hermetyczny, większość jego przedstawicieli się zna, co jakiś czas wpuszcza się do niego kogoś nowego. Ostatnio bardzo modne stało się robienie biżuterii hand-made – ot tak, w celu podreperowania dziury w budżecie domowym. Projektantkami stały się młode matki, cierpiące na nadmiar czasu na urlopie wychowawczym czy nastolatki, chcące zwyczajnie dorobić sobie do kieszonkowego. Brzmi świetnie do momentu, kiedy rzeczywiście większość projektów pochodzi z ich głów, a nie z obrazków, których naoglądali się w internetowych butikach. 

Projekty Ani Pięty, projektantki istnego „szaleństwa na głowę”, czyli opasek, toczków, bąbli i broszek, właścicielki marki Ania Pięta Design, podrabiane są nagminnie. Zawsze bardzo niewinnie, z najczęstszym wytłumaczeniem, że podobieństwo danej rzeczy wynika z czystej inspiracji jej projektami. To normalne, że w dzisiejszej dobie Internetu, mniej znani projektanci muszą liczyć się z tym, że ich pomysły będą zapożyczane przez innych. Jeżeli chodzi o moją profesję, to wytłumaczeń na taki stan rzeczy jest masa: a to te same hurtownie materiałów, te same pasmanterie, te same guziki wzięte od płaszcza, czy innej części garderoby. Fakt, nie mam wyłączności na krynolinę, ani indywidualnego patentu na kształt kokardy, ale to nie znaczy, że każdy początkujący (i nie tylko) 'designer' akcesoriów na głowę musi wykorzystywać te materiały dokładnie w ten sam sposób, co ja... – tłumaczy Ania. 

Tego samego zdania jest Milita Nikonorov, projektantka mody, absolwentka łódzkiej ASP. Według niej, dostęp do tych samych materiałów ma ogromne znaczenie dla późniejszych projektów.

Pamiętam, jak kiedyś udało mi się zdobyć świetny materiał, z którego uszyłam długą sukienkę. Towarzyszyła mi przy tym bliska koleżanka, również projektantka, która także się na niego skusiła. Po jakimś czasie, podczas przymiarki mojego projektu, usłyszałam komentarz od klientki, że gdzieś już widziała taką sukienkę, i tu podała imię i nazwisko mojej znajomej. Jak się okazało, projekty były zupełnie różne, ale wykonane z materiału o takim samym wzorze. Ludziom kojarzy się to jednoznacznie, a w tym wypadku nie chodziło o żaden plagiat! - opowiada Milita. Projektantka opowiedziała nam również o innym, częstym przypadku kopiowania cudzych pomysłów. Parę lat temu brała udział w konkursie dla młodych projektantów. w jury konkursu był znany polski projektant. Parę miesięcy po tym wydarzeniu otrzymała telefon od swojej znajomej, która wracała akurat z pokazu tego projektanta. Nikonorov dowiedziała się, że elementy z jej kolekcji, z owego konkursu, pojawiły się na wybiegu właśnie u tego znanego projektanta. 

Sytuacja ta obrazuje największy problem "oryginalności" w świecie mody, a mianowicie to, że nigdy nie wiadomo, kto pierwszy wpadł na dany pomysł. Z reguły przypisuje się go osobom najbardziej medialnym, tym których projekt większa publika widziała jako pierwszy. Pewnie niewiele osób kojarzy naszyjniki "zamotki" z nazwiskiem Mility Nikonorov, projektantka opowiadała nam, jak wiele lat temu, przez zupełny przypadek, wpadła na pomysł wykonania tego typu naszyjnika. Potem zaczął on pojawiać się w projektach innych młodych designerów, którzy promowali go jako swój autorski. Niestety nie da się temu zapobiec, nie można przecież zastrzec każdego wzoru, który się stworzy. Żadnego projektanta na to nie stać.
Według Ani Pięty, istnieją sposoby na zabezpieczanie swoich projektów przed kopiowaniem – i nie chodzi tu o wydanie 500 zł na zastrzeżenie danego wzoru. 

Jeżeli chodzi o dodatki i biżuterię, którą zazwyczaj wykonuje się z gotowych surowców, to zawsze można robić zakupy w zagranicznych hurtowniach, mniej znanych, gdzie nie brakuje tzw. „unikatów”. Sprawdzonym pomysłem są też lumpeksy, w których, jak wiadomo, dwóch identycznych rzeczy się nie znajdzie, a to zawsze większa szansa na to, że i guziki czy zapinki przy takiej sukience czy sweterku będą nieco odrębne od reszty. 

Godną uwagi w badanym temacie jest osoba Kariny Królak. Biżuteria jej autorstwa, nie dość, że sama w sobie nie jest łatwa do podrobienia, to projektantka nie ma swojej strony WWW. Dziwne, prawda? W końcu niby wszystko można dziś kupić online. Zdjęcia jej projektów publikowane są zazwyczaj w prasie i to w bardzo charakterystycznych sesjach, a co za tym idzie – biżuteria zyskuje na swojej unikatowości. Ludzie zaczynają utożsamiać projekty z jej nazwiskiem. Oczywiście nie jest tak, że sam fakt pojawiania się tylko i wyłącznie w papierowych gazetach zabezpiecza w zupełności przed fałszerzami. Oni czyhają wszędzie! Jednak akurat biżuteria Kariny jest rzadziej podrabiana, niż ta, którą znajdziecie w niemal każdym wirtualnym, wielomarkowym butiku.  

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeżeli ktoś decyduje się na kupno skopiowanej ode mnie opaski, to ja nic nie mogę zrobić. Wątpię, żeby klient był świadomy tego, że na ten pomysł pierwsza wpadła jakaś tam Ania Pięta. Nie jestem Versace, nie mam korporacji, o olbrzymim kapitale nie wspominając, ale czy to znaczy, że ktoś mi może w ten sposób odbierać kawałka chleba? Nazywajmy rzeczy po imieniu – podkreśla młoda projektantka.
Problem kradzieży indywidualnych pomysłów na produkt dotyka także większych marek ubraniowych. Tu za przykład może posłużyć BLESSUS, który oskarżył jednego ze swoich konkurentów o bezprawne wykorzystanie projektu autorstwa Michael’a Hekmata. Poszło o spódnicę przygotowaną w ramach kolekcji „Empty Hearts” wiosna-lato 2013, zaprezentowanej po raz pierwszy 1 sierpnia b.r. w showroomie w Nowym Jorku oraz na ich stronie (www.blessus.pl). Plagiat wprowadzono do sprzedaży blisko miesiąc temu, bo w październiku i nie trzeba eksperta, by stwierdzić, żeby obie spódnice są zaskakująco podobne – to samo cięcie, szwy, charakterystyczny pas w talii i wreszcie najważniejsze, zamek, który leci na całej jej długości, naszyty po zewnętrznej stronie.
Inną sprawą jest kwestia trendów, obowiązujących w danym sezonie. Wiadomo, że jeżeli coś staje się modne, zwiększa się na niego popyt. W tym sezonie są to m.in baskinki, kołnierzyki czy spódnice z przedłużonym stanem. Trudno jest stwierdzić, kto wymyślił je jako pierwszy, kto kogo tutaj kopiuje, jest to zwykły trend i tyle. 

Każdy projektant powinien się na początku określić: albo chce pozostać prawdziwym indywidualistą, który tworzy produkty unikatowe, innowacyjne, pochodzące prosto z jego wyobraźni, albo artystą elastycznym, tworzącym zarówno z głowy, jak i na potrzeby innych. Jeżeli wybiera tę drugą opcję, musi liczyć się z tym, że to, co modne jest niestety mnogie, ale właśnie dzięki temu jest również gwarancją pewnych pieniędzy - dodaje kreatorka marki Milita Nikonorov.
I tak, dla jednych Akcja „Bądź Oryginalna” jest oskarżeniem kierowanym w stronę „sieciówek”, nakłanianiem do frywolnego wydawania pieniędzy na drogie, markowe kreacje, buty i dodatki, dla drugich czystą hipokryzją (bo przecież sami podpowiadamy, gdzie zrobić zakupy, by wyglądać jak hollywoodzka gwiazda za mniejsze pieniądze, kupując inne marki), a dla trzecich - czysto edukacyjnym przedsięwzięciem, który ma jedynie na celu uświadomienie szerszemu gronu odbiorców, że nie sztuka coś zgapić – sztuka to wymyśleć. Jednak, bez względu na to, który punkt przemawia do Was najbardziej - warto o tym dyskutować!

Istnieje bardzo cienka granica pomiędzy „inspiracją” a „imitacją”. Nie mamy nic przeciwko modowym trendom, obowiązującym w danym sezonie, nie ważne w jakiej cenie i kto je robił. Sprzeciwiamy się perfidnej kradzieży pomysłów innych, zarówno wielkich światowych marek, jak i pojedynczych, nieznanych poza naszym krajem projektantów, którzy mieli na tyle wyobraźni i determinacji, że stworzyli swój własny produkt, a ktoś ot tak go sobie zapożyczył, tylko dlatego, że zachciało mu się przez chwilę być modowym guru. 

Inspiracja, to coś niesłychanie pięknego, do momentu, kiedy ktoś zaczyna nadużywać jej jako wytłumaczenia swojej bezmyślności. Jedno jest pewne – trzeba o tym głośno mówić, bo niektórzy ludzie nadal nie zdają sobie sprawy z tego, iż z pozoru niewinne „wzorowanie się” na pracy innych może doprowadzić do prawdziwej patologii. Jak w przypadku pewnej debiutantki, która na oskarżenia, jakoby ubrania jej autorstwa były plagiatem projektów Małgosi Bochenek z kwiecistego BOHO, odpowiedziała po prostu: „Dziękuję - jesteś dla mnie ogromną inspiracją”…

Filewicz/Wójcikiewicz

Komentarze
komentarzy: 6

  • Gość A ja też tak troszkę inaczej, ale bynajmniej nie popieram kopiowania. Praktycznie każdy tworzący siedzi na necie i ogląda prace w galeriach czy tam na blogach. I czasami tak jest że po jakimś czasie rodzi się pomysł i coś tam się robi a potem okazuje się że ten pomysł powstał pod wpływem czyjejś pracy o której się w sumie zapomniało...
    dodano: 10-11-2012
  • Avatar użytkownika: ${h.profile_name(profile)}
    Szkatułka Ami allegro to nie tylko galeria z podróbkami , dla młodych artystek jest najlepsze dlatego że większość osób właśnie tam robi zakupy, nie każdy dostanie się do bardziej poważnej galerii, zgadzam się z tym że nie powinno się podrabiać prace innych, może być inspiracją ale projekt powinien być już inny bardziej swój, z drugiej strony ciężko już swojego coś wyczarować by w pełni było oryginalne, tyle już się widziało na tym świecie ;)
    dodano: 08-11-2012
     
  • masrych A ja trochę z drugiej strony... trudno jest określić, w którym momencie kończy się "trend" a w którym zaczyna kopiowanie... Jeśli ktoś chce, aby jego projekty były modne, popularne, dobrze się sprzedawały, to musi się liczyć z tym, że będą kopiowane. Ale to świadczy również o tym, że te projekty są dobre, że jest na nie popyt i podobają się ludziom! I zamiast narzekać, że ktoś kopiuje projekty - wymyślać nowe i zająć się ich skuteczniejszą promocją i sprzedażą...
    dodano: 08-11-2012
  • Gość Też znajdowałam swoje projekty niestety nie tylko na allegro ale też u tych tak zwanych docenianych dyplomowanych projektantów smutne
    dodano: 07-11-2012
  • Paula Bardzo dobry tekst!
    dodano: 07-11-2012
  • Natalia Świetny tekst!
    dodano: 07-11-2012
 


Weryfikacja obrazkowa